„Bez pożegnania” - o mrocznej tajemnicy, tęsknocie oraz wybaczaniu

Może właśnie na tym polega odwaga – kiedy człowiek już o nic nie dba.

 

Ostatnio zainteresowała mnie twórczość Harlana Cobena. Po fascynacji „Niewinnym” przyszła pora na „Bez pożegnania”. Powieści, która doczekała się wznowienia po dwudziestu latach od pierwszego wydania oraz serialowej ekranizacji na Netflixie. 

„Bez pożegnania” — zarys fabuły

„Bez pożegnania” to historia dwóch braci, w której starszy — Ken zostaje oskarżony o morderstwo dziewczyny swojego młodszego brata Willa. Udaje mu się zbiec z miejsca zbrodni, unikając w ten sposób kary. Rodzina otrzymuje informację o jego śmierci. Will jedenaście lat żyje pogrążony w głębokim żalu. Dopiero po śmierci matki Will, na podstawie znalezionego zdjęcia orientuje się, że jego brat żyje.

 

Od tego momentu niezwykłe zbiegi okoliczności prowadzą do odnalezienia Kena oraz rozwiązania tajemnicy morderstwa. 

W życiu Willa jest teraz nowa dziewczyna Sheila, druga miłość po zamordowanej Julie. Kobieta w nocy po pogrzebie matki Willa opuszcza go, nie pozostawiając żadnej wiadomości. Will rozpoczyna poszukiwania ukochanej.

 

Dlaczego odeszła bez pożegnania? Jakie tajemnice zabrała ze sobą? 

Czy jej zniknięcie ma coś wspólnego z zaginionym bratem? 

„Bez pożegnania” — schemat Harlana Ceobena

W powieści akcja goni akcję, a kiedy już wydaje się, że nic nie może ulec zmianie, następuje jej zwrot. Coben przez cały czas podtrzymuje napięcie, nie dając czasu na oddech, jednocześnie bawiąc się emocjami czytelnika.

 

Od początku mamy do czynienia z wielowątkowością. Przeszłość przeplata się tu z teraźniejszością, opowiadając o grzechach przeszłości i o tym, że nie do końca znamy bliskie osoby. Opisy miejsc akcji są minimalistyczne. 

 

Bohaterowie są wyraziści i realni. Przeżywają prawdziwe rozterki, bardzo dobrze są uchwycone  ich emocje. Jesteśmy naocznymi świadkami tego, z czym się zmagają, w jaki sposób podejmują decyzje. Autor niczym fotograf pokazuje nam obrazy, uchwyca każdy gest, skinienie głowy czy wyraz oczu. 

 

Will wzbudza największe emocje. Nic dziwnego. Poniósł wiele strat w życiu. Nie każdy człowiek z tym by sobie poradził. Chcemy, żeby walczył i się nie poddawał. I taki właśnie jest. Szuka odpowiedzi na cisnące się na usta pytania, pragnie, żeby te mroczne tajemnice, które unieszczęśliwiły jego rodzinę, wyszły na światło dzienne. Wiarygodności tej postaci dodaje pierwszoosobowa narracja. To jest jego historia i to za nim czytelnik podąża. 

 

Wielu bohaterów, wiele wątków, które na początku wydają się niepowiązane ze sobą. Nic bardziej mylnego. Podczas zgłębiania losów bohaterów okazuje się, że wszystko, co zostało przedstawione, ma sens i łączy się w całość. Ani jeden wątek nie został pominięty. Jest to charakterystyczne dla Cobena, podobnie jak pomysł na książkę, niestety oparty na schemacie. Tragiczne wydarzenia z przeszłości mają odzwierciedlenie w teraźniejszości. Bohater szuka zaginionej partnerki. Kobieta skrywa tajemnice i jest w jakiś sposób powiązana z tragedią sprzed lat. 

Mimo tego książkę czyta się jednym tchem.

Niespodziewane zakończenie

Kto zabił? Czy to mógłby być Ken?

Podążając myślami Willa, Ken jest niewinny. Utwierdza go w tym przekonaniu siostra zabitej dziewczyny, która opowiedziała mu o spotkaniu z nim na cmentarzu, przy grobie Julie. To wtedy Ken miał jej powiedzieć, że jej nie zabił i że jest niewinny. Wierzysz mu przecież. I wiesz też, kto zabił. Znasz mordercę i motyw. Kręcąc się na krześle, nie możesz doczekać się zakończenia i wtedy następuje coś, czego byś się nigdy nie spodziewał. W geście niedowierzania przecierasz oczy. Zadrwiono z Ciebie!

 

Zakończenie zmienia wszystko, to jak postrzegałeś bohaterów, ich historie, to co się z nimi działo. Otrzymujesz odpowiedzi na wszystkie pytania, które chciałbyś zadać, a mimo to koniec zwala Cię z nóg.

 

"Bez pożegnania" Harlan Coben — podsumowanie

Coben jest mistrzem kryminałów. Ma fantastyczny warsztat i wiedzę. Język, którym operuje, jest zróżnicowany i zrozumiały. Opisy i przemyślenia są wyśmienicie dopasowane do sytuacji i wywołują zamierzony efekt.

Wielowątkowość może przytłaczać, szczególnie w nadmiarze, jaki nam zaserwował autor już na wstępie. Można zapętlić się w ilości nazwisk, zdarzeń, sytuacji. Ten zabieg był jednak niezbędny, żeby zapoznać się z genezą historii oraz osób w nią zamieszanych. Ważne jest również to, że wszystkie watki zostały wyjaśnione i niczym puzzle stały się elementami jednej układanki. 

Przez całą powieść dominuje złudne przeświadczenie o niewinności Kena. Autor w taki sposób kieruje akcją, żeby ani przez moment nie pomyśleć inaczej. Daje dowody na to, że ktoś inny zabił, ale kiedy się temu przyjrzeć dokładnie, to okazuje się, że te dowody nie są jednoznaczne. Okazuje się też, że najłatwiej jest osądzić osobę po pozorach, takich jak odstraszający wygląd, czy przeszłość skazańca. 

Jest to bardzo dobra pozycja dla tych, którzy cenią sobie dobrze napisane dzieło. Polecam.

Ocena Margotki:
10/10

Jeśli podobała Ci się recenzja  i nie chcesz przegapić kolejnych wartościowych treści, zapisz się na wieści od Margotki.

Sprawdź, gdzie możesz w najlepszej cenie kupić książkę „Bez pożegnania”

Follow by Email
Twitter
Visit Us
Follow Me
Instagram